Formacja Chatelet - Sprzedawca Sklepowy

kabaret: Inne
Poprawiono: 06 październik 2012
Utworzono: 06 październik 2012
Odsłony: 9523

Światło się zapala. Na scenie stoją dwie postaci. Jedna z nich mocno gestykuluje i mówi podniesionym głosem.
POSTAĆ 1:
Nie, proszę dać mi święty spokój. Nic nie kupię bo nie mam pieniędzy. Żegnam.
(Wychodzi wzburzony, w kulisce mija się z osobą, która wchodzi na scenę - potrącają się.)
POSTAĆ 2:
Dzię dobry. Witam uprzejmie Szanownego Pana. Przepraszam Pana najmocniej, to jakiś szajbus. Przychodzi tu niezdecydowany taki, nie wie czego chce, jak człowiek idzie z pomocą to się wydziera. Myśli, że jak sklep muzyczny to się można wydzierać. No, nieważne. A w czym Panu Szanownemu można pomóc?
POSTAĆ 3:
Nie, wie Pan co, dziękuję. Ja chciałem się tylko rozejrzeć.
POSTAĆ 2:
Au to nie przeszkadzam/ jakby coś / to ja tu jestem.
(Odchodzi na bok zająć się swoimi sprawami, ale widać, że cały czas patrzy na klienta i korci go, żeby podejść.)
- Przepraszam, jeśli mogę pomóc, polskich wykonawców mamy tutaj.
POSTAĆ 3
- A czemu Pan myśli, że ja polskich szukam?


POSTAĆ 2
- No bo...Pan tak wygląda jak...
POSTAĆ 3
- Jak kto?
POSTAĆ 2
- ...Jak... taki Polak.
POSTAĆ 3
- Wie Pan co, jesteśmy w Polsce. 99% ludzi w Polsce to Polacy, także Ameryki Pan nie odkrył.
POSTAĆ 2
- A więc jednak zagraniczne. Amerykańskie Pan powiada, służę uprzejmie.
Z amerykanskich to mam na przykład to:
(Pokazuje, pierwsza inscenizacja. Utwór wybierzemy wszyscy.)
POSTAĆ 3
- Nie, nie, wie Pan, ja jeszcze nie jestem zdecydowany. Rozejrzę się troszkę. Na razie dziękuję.
POSTAĆ 2
- Tu mam świetną rzecz. Taki półmurzyn śpiewa.
(I just call to say I love you)
POSTAĆ 3
- No, no, tylko bez takich wyznań. Dam sobie radę. Jak będę Pana potrzebował to poproszę. Zgoda?
POSTAĆ 2
- Zgoda, zgoda, ale już widzę na czym spoczął Pański wzrok. Fantastyczny wybór, po prostu rarytasik. A najlepszy jest ten numer:
(Jakiś Michael Jackson)
POSTAĆ 3
- Nie proszę Pana, Michael Jackson, król popu to nie dla mnie.
POSTAĆ 2
- Wiedziałem, wiedziałem. Od razu jak na Pana spojrzałem to wiedziałem. Ciężka muza - metal. Oczywiście, że metal, aż dzwoni jak Pan stąpa. Ladies and getlemans, welcome to the deep hell, Venom. Albo bardziej lightowe
(jakiś Iron Maiden lub Metalica).

POSTAĆ 3
- Nie, za ostre. Dobra, już powiem. Potrzebuję płyty na prezent.
POSTAĆ 2
- No oczywiście, że za ostre. Na prezent nie może być takie ostre. Na urodziny Pan powiada. Au to może to: Happy Birthday to You. Wprawdzie może zbyt dosłowne, ale za to z klasą, z Marlin Monroe i tak jak Pan chciał, po angielsku.
POSTAĆ 3
- Nie...
POSTAĆ 2
- Nie po angielsku, oczywiście, że nie. Gdzież na urodziny po angielsku. Ależ ja głupi jestem. Oczywiście, że jak na urodziny to po polsku.
POSTAĆ 3
- Nie, nie na urodziny.
POSTAĆ 2
- A więc to nie dla naszej kochanej jubilatki tylko dla naszej kochanej solenizantki, bo jak mniemam, to oczywiście dla kobiety.
POSTAĆ 3
- Nie, nie.
(rozpacz)
POSTAĆ 2
- Dla mężczyzny?
(Chwila zbicia z tropu)
- Rozumiem, nie wtrącam się, klient nasz pan. Czyli dla mężczyzny.
(uśmiecha się filuternie)
- Ech, wy młodzi. Dla mężczyzny i po polsku.
(Tu następują trzy piosenki z inscenizacjami, po czym facet nie wytrzymuje.)
POSTAĆ 3
- Nie, nie, nie, ty świrze. Daj mi spokój. Zresztą nic od ciebie nie kupię, nie mam pieniędzy, rozumiesz?
 
POSTAĆ 2
- Spokojnie, po co się Pan wydziera. Przychodzi Pan niezdecydowany, nie wie Pan czego chce, a jak człowiek idzie z pomocą to się Pan wydziera. To, że to jest sklep muzyczny, to nie znaczy, że się można wydzierać. Zresztą/ jak Pan nie ma pieniędzy to nie jest kłopot bo mamy świetne nie oprocentowane kredyty.
POSTAĆ 3
- Nie, daj mi spokój, ja nienawidzę muzyki, ratunku.
(wybiega)
POSTAĆ 2
- O, to mam coś dla Pana, tego na pewno nie można nazwać muzyką.
(Na scenę wbiegają dodatkowe dwie postacie w fartuchach magazynierów. Razem ze sprzedawcą wykonują taneczno-wokalny układ do utworu "Money, money" . Klient ucieka o oni za nim.
Koniec
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Powered by JS Network Solutions